sobota, 26 grudnia 2009

taki pop lubię...

Byliśmy wczoraj na pięknej bajce w kinie.
Jak zwykle musieliśmy trafić na miejsca obok jakichś Popcornowców, którzy chrupali, mlaskali i szeleścili przez bite 3 godziny.

Też macie takie szczęście, że zawsze akurat przy waszej kasie w sklepie coś się zepsuje, choć kolejka była najkrótsza, lub choć cała sala jest pusta, to jacyś głodni popkultury krytycy filmowi, muszą napychać się prażoną kukurydzą akurat za wami?

My tak mamy...




Ale nawet oni nie zabili uroku tego filmu...

 Idealnie skrojonej na miarę współczesnych, ckliwych homo sapiensów historyjki o tym, co już kiedyś było- O wielkiej próbie kolonizacji umysłów przez naszą ziemską, wysoką kulturę- o złych ludziach, chciwości, miłości i odwadze.

Miałam wątpliwości, czy mój umysł ukształtowany za młodu na Braciach Grimm to przyjmie, ale udało się. Widocznie każdy nawet największy kontestator i powierzchowny wielbiciel kultury wysokiej- chrupania popcornu na Wernerze Herzogu- ma swój słaby popkulturowy punkt.
( No fakt, my mamy ich więcej )

I skoro Sienkiewicz, jako reżyser kostiumowych M jak Miłość, nie jest wstydem tylko kanonem, to tym bardziej Cameron i jego Avatar...

To był taki piękny, kolorowy, cyfrowy sen...
...a potem tylko maczuga w dłoń, kurtka na plecy, i znowu trzeba wracać do swojej codziennej alternatywy...

środa, 23 grudnia 2009

wtorek, 22 grudnia 2009

Niech będzie Skrzat pochwalony! Mam komunikat świąteczny...

Szczęśliwych, rodzinnych Świąt...

Mimo, że mieszkają daleko stąd, zawsze o nas ciepło myślą i za nami tęsknią...
Taka magia Świąt, jest słodko jak w reklamie.... ogólnoludzka atmosfera bezinteresowności i miłości....

Więc dzwonimy do części rodziny, proponujemy, że przyjedziemy  i Wigilię z nimi spędzimy....
Pytanie, czy nam już wybaczyli, że swego czasu nie byliśmy zobaczyć nowego ogrodu czy większego samochodu?...


- No wiecie, przyjeżdżajcie jak chcecie...




Eee... To miało znaczyć NIE?...


... w takim razie, zostajemy!

...

Jak zwykle się sprawdza Zbójowe przysłowie:

"Wszędzie dobrze, ale we własnej bajce najlepiej..."

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Prosimy nie wchodzić!

Byliście kiedyś w sklepie, który na drzwiach ma zachęcającą wywieszkę:

OTWARTE- PROSIMY NIE WCHODZIĆ!

albo ZAPRASZAMY*
      ( * to tylko żart! Spadajcie! ) ???

My w weekend, na mroźnym spacerze przy minus 15 stopniach, na taki trafiliśmy. Co prawda, nie było tak dosłownie napisane, że nie jesteśmy mile widziani, ale...

 z resztą zobaczcie sami...




Gres na stopniu okazał się tak śliski, że nie dało rady wejść...





Naprawdę!





Bez popychu ani rusz! No, na pewno nie z powagą na twarzy...

Co z tego, że się  nam w końcu udało...
...kiedy sprzedawcy, jak się okazało, mieli standardowe miny odstraszające intruzów..





...a zwykłe wełniane rękawiczki ( kurde, extreme trekking non- freeze wool edition? ) musiały być z ginącego gatunku owiec, taka cena...

Cały wysiłek na nic...A już tak chcieliśmy lekko i przyjemnie wydać trochę pieniędzy...

Wielka Stopa

 Zbój uparcie mi to powtarza!

Dziwne, ale od dziecka uważałam, że nie to jest moim głównym felerem... ( patrz: obrazek )

Podobno moje stopy, są tylko niewiele mniejsze od jego, numer 43.

Ma do tego teorię, że jest to sprawka hormonów po ciąży. Mechanizm przystosowawczy, do równoważenia ciężaru brzucha...
Podśmiewa się pod nosem, że pewnie teraz szybciej pływam...

Ja sobie myślę, że trzeba być Zbójem, żeby coś takiego mówić dziewczynie! To mniej więcej tak, jak stwierdzić, że ma małe cycki! Nawet jeżeli prawda, to nigdy nie zabrzmi jak komplement... trudno...

Jeszcze odcisnę piętno swojej  Wielkiej Skrzaciej Stopy na tym Zbójowym zadku!...

niedziela, 20 grudnia 2009

Słowo na niedzielę- bajka o szlachetnych rycerzach...

Przebywam czasem na terenie kościoła. Nie chcę się tłumaczyć!... bo tak robi tylko winny, no i przecież nie ma w tym nic złego, prawda?
Jest to po prostu wieczorem, zimą, jedyny jasny punkt w mojej okolicy. ( Brzmi sensownie? )

Moich dzieci na razie, poza zabawą na schodach katedry, nic więcej nie interesuje. Za to zainteresowało mnie.

Na bramie zawisnął jakiś czas temu plakat anonsujący wystawę.

Jak głosił podpis, organizatorem jest zakon Rycerzy Kolumba-
o ironio znany na Świecie ze swojej walki w obronie życia poczętego- a według Vonneguta, nawiązujący do bandy białych morskich rozbójników, którzy przybyli w 1492 na nowy kontynent oszukiwać, łupić i mordować...

 Może to właśnie w celu zadośćuczynienia, amerykańscy ojcowie rycerzy tak ambitnie wzięli się za ratowanie kolejnych istnień?
Jeden nienarodzony za jednego indianina! Dopóki bilans nie wyjdzie na 0...


My jako naród cechujemy się równym umiłowaniem historii...i równie mocno musimy czuć kompleks zdobywcy i ciężar Kolumbowych występków.
Mamy na koncie wielu pomszczonych indian.
Szlachetny i  rycerski ten polski naród!

Niestety, nie we wszystkich dziedzinach jesteśmy równie mocni...



Pełni fantazji i niepoukładania mamy awersję do logiki ze statystyką, znaczne rozwarstwienie ( nie tylko ocen ) między  religią a etyką, oraz z racji konserwatyzmu dosyć lekceważące podejście do teorii ewolucji oraz zagadnień ludzkiej biologii, szczególnie tych dotyczących rozmnażania...



Ale intencje mamy rycersko szlachetne...