W zasadzie już to robię, to aż tak zły znak?...
piątek, 4 grudnia 2009
U rodziny...
Zbój dzisiaj stwierdził, że posuwam się w latach... i że zaraz zamienię czapkę Skrzata na moherowy beret...
... a potem zacznę nakładać za duże porcje na talerz, jak każda babcia...
W zasadzie już to robię, to aż tak zły znak?...
W zasadzie już to robię, to aż tak zły znak?...
Hell yes!
Tak tak tak!....
Aż głupio mi się cieszyć... ale Zbój złamał umowę o niekupowaniu prezentów i dostałam wymarzone Dragon Age!!!
hurra...
Moje szczęście właśnie buduję trochę na nieszczęściu mojej mamy, której ta gra nie pójdzie.
Dlatego postaram się cieszyć poprawnie i umiarkowanie w emocjach.
ehh....już wyobrażam sobie jak będę grała w wolnym czasie...
no i tu trochę muszę przystopować...
Kiedy to ja właściwie będę miała dla siebie tę chwilę?
( Drogi blogu. Jeżeli stanę się leniwa, opryskliwa i będę rysować zupełnie od niechcenia...oznacza to, że myślę o graniu... albo, że właśnie łupię Arcydemona!!! Ha, ha ha!! )
Aż głupio mi się cieszyć... ale Zbój złamał umowę o niekupowaniu prezentów i dostałam wymarzone Dragon Age!!!
hurra...
Moje szczęście właśnie buduję trochę na nieszczęściu mojej mamy, której ta gra nie pójdzie.
Dlatego postaram się cieszyć poprawnie i umiarkowanie w emocjach.
ehh....już wyobrażam sobie jak będę grała w wolnym czasie...
no i tu trochę muszę przystopować...
Kiedy to ja właściwie będę miała dla siebie tę chwilę?
cdn...
czwartek, 3 grudnia 2009
Fryzura na urodziny...
Miało być super. To miał być prezent. Ponieważ pod czapką już zupełnie zarosłam, postanowiliśmy poprawić mój image.
- Skrzacie spotulniałeś jakoś z tą oklapłą fryzurką. Jak nie mój Skrzat zadzior- skomentował Zbój.
I miał rację... Taka Skrzatka Ciotka Klotka się zrobiłam z długimi włosami. Nie do pomyślenia!
Nie dałam się długo prosić.
To dlatego wyrwałam się z domu wieczorem. Jechałam pełna nadziei...
Właściwie entuzjazm minął po pół godziny. Głupia fryzura, głupie urodziny. Nie chcę już więcej!
Pani się tak strasznie męczyła, a ja starałam się być taka miła prosząc o to, aby mieć na głowie coś nowocześniejszego niż Jarocin 1984.
( Wikipedia podaje, że grali wtedy jakby pod moją fryzurę: Prowokacja, Siekiera, Sedes, Kultura, Made in Poland i Dezerter )
Dopisując historyjkę do tego co się stało:
Miała być akcja prowokacja. Skrzat ostry jak siekiera. Wyszła masakra- głowa w sedes, a nie wysoka alternatywna kultura. Taka kicha made in Poland. Nic nie powiem, uśmiechnę się i zdezerteruję. Koniec.
Wróciłam do domu. Do mojego starego kochanego fryzjera. Objął mnie i przytulił, powiedział, że on wszystko załatwi.
- Nie bój się Skrzatku, już to golimy!
...dziękuję Zbój, fryzjerze mój!...
- Skrzacie spotulniałeś jakoś z tą oklapłą fryzurką. Jak nie mój Skrzat zadzior- skomentował Zbój.
I miał rację... Taka Skrzatka Ciotka Klotka się zrobiłam z długimi włosami. Nie do pomyślenia!
Nie dałam się długo prosić.
To dlatego wyrwałam się z domu wieczorem. Jechałam pełna nadziei...
Właściwie entuzjazm minął po pół godziny. Głupia fryzura, głupie urodziny. Nie chcę już więcej!
Pani się tak strasznie męczyła, a ja starałam się być taka miła prosząc o to, aby mieć na głowie coś nowocześniejszego niż Jarocin 1984.
( Wikipedia podaje, że grali wtedy jakby pod moją fryzurę: Prowokacja, Siekiera, Sedes, Kultura, Made in Poland i Dezerter )
Dopisując historyjkę do tego co się stało:
Miała być akcja prowokacja. Skrzat ostry jak siekiera. Wyszła masakra- głowa w sedes, a nie wysoka alternatywna kultura. Taka kicha made in Poland. Nic nie powiem, uśmiechnę się i zdezerteruję. Koniec.
Wróciłam do domu. Do mojego starego kochanego fryzjera. Objął mnie i przytulił, powiedział, że on wszystko załatwi.
- Nie bój się Skrzatku, już to golimy!
...dziękuję Zbój, fryzjerze mój!...
Skrzat tu był...
Pamiętacie starego bibliotekarza Brooksa ze "Skazanych na Shawshank"??
Wczoraj na mieście powinnam była umieścić gdzieś napis "Skrzat tu był"... Zaznał 2 godziny wieczornej wolności, pierwsze od ponad roku i czuł się jak na przepustce.
Miał wrażenie, że ludzie widzą, że on tu nie pasuje, że coś jest nie tak. Jest postacią z zupełnie innej bajki. Przygląda się bacznie wszystkiemu i wszystkim... Tyle ludzi, tyle świateł...
Jechał tramwajem i nie wiedział gdzie ma trzymać ręce. Sam ze sobą czuł się niekomfortowo. Gdzieś w mózgu zatarły się szlaki odpowiedzialne za automatyzację. Co mam robić? trzymać się nisko, wysoko? Czy wszyscy na mnie patrzą i widzą?... Ja nie jestem stąd...
A to przecież mogłaby być przyjemna wycieczka...
Skrzat wyobraził sobie to byłoby uczucie, tak wsiąść wieczorem razem ze Zbójem w tramwaj i pojechać w miasto i łazić, łazić, łazić do nocy...
A potem od razu przypomniało mu się, że w domu czekają chłopcy. A-ha pewnie podchodzi do łóżka i pokazuje paluszkiem na miejsce, w którym mama go usypia: To to to...
... trzeba wracać do domu...uff...nareszcie
Wczoraj na mieście powinnam była umieścić gdzieś napis "Skrzat tu był"... Zaznał 2 godziny wieczornej wolności, pierwsze od ponad roku i czuł się jak na przepustce.
Miał wrażenie, że ludzie widzą, że on tu nie pasuje, że coś jest nie tak. Jest postacią z zupełnie innej bajki. Przygląda się bacznie wszystkiemu i wszystkim... Tyle ludzi, tyle świateł...
Jechał tramwajem i nie wiedział gdzie ma trzymać ręce. Sam ze sobą czuł się niekomfortowo. Gdzieś w mózgu zatarły się szlaki odpowiedzialne za automatyzację. Co mam robić? trzymać się nisko, wysoko? Czy wszyscy na mnie patrzą i widzą?... Ja nie jestem stąd...
A to przecież mogłaby być przyjemna wycieczka...
Skrzat wyobraził sobie to byłoby uczucie, tak wsiąść wieczorem razem ze Zbójem w tramwaj i pojechać w miasto i łazić, łazić, łazić do nocy...
A potem od razu przypomniało mu się, że w domu czekają chłopcy. A-ha pewnie podchodzi do łóżka i pokazuje paluszkiem na miejsce, w którym mama go usypia: To to to...
... trzeba wracać do domu...uff...nareszcie
środa, 2 grudnia 2009
Magiczny przycisk...
Zbój w pracy dostaje niezły wycisk. Całe szczęście ma swój magiczny przycisk.
Gdy jego szef Gęba bez zęba- mistrz antyestetyki, nie znoszący krytyki- każe mu przekraczać kolejne granice niemożliwego, Zbój wciska wtedy swój klawisz:
"...ale mnie zbaw ode złego. Amen"
Scenka 1:
- Zbój, ty leniu, gdzie masz głowę? Zrób tak, aby było w chuj kolorowe!
...
Następnego dnia:
- Źle, źle, źle. Miałem takie obawy, że nie dasz sobie rady. Mało być zielone, całe zielone.
A Zbój na to, jak na lato:
klika < FUCK UP >... Tak to musiałby robić na piechotę, całą tą głupią robotę.
Scenka 2:
- Ty głupku. Zrób to tak mówiąc logicznie, żeby było symetrycznie.
- Ale to będzie bez sensu wyglądać!
- Ja to tylko mogę osądzać. Robić, nie gadać!
...
Następnego dnia:
- Nie, nie, nie. Znowu źle. Dam to komuś innemu, bardziej rozgarniętemu.Wygląda idiotycznie jak jest symetrycznie!
< FUCK UP > < FUCK UP > < FUCK UP >...
Gdy jego szef Gęba bez zęba- mistrz antyestetyki, nie znoszący krytyki- każe mu przekraczać kolejne granice niemożliwego, Zbój wciska wtedy swój klawisz:
"...ale mnie zbaw ode złego. Amen"
Zrobić wszystko "Gębowe"? Wciskasz < FUCK UP > i gotowe!
Scenka 1:
- Zbój, ty leniu, gdzie masz głowę? Zrób tak, aby było w chuj kolorowe!
...
Następnego dnia:
- Źle, źle, źle. Miałem takie obawy, że nie dasz sobie rady. Mało być zielone, całe zielone.
A Zbój na to, jak na lato:
klika < FUCK UP >... Tak to musiałby robić na piechotę, całą tą głupią robotę.
Scenka 2:
- Ty głupku. Zrób to tak mówiąc logicznie, żeby było symetrycznie.
- Ale to będzie bez sensu wyglądać!
- Ja to tylko mogę osądzać. Robić, nie gadać!
...
Następnego dnia:
- Nie, nie, nie. Znowu źle. Dam to komuś innemu, bardziej rozgarniętemu.Wygląda idiotycznie jak jest symetrycznie!
< FUCK UP > < FUCK UP > < FUCK UP >...
Stary ( niedźwiedź ) mocno śpi... :-)
Zazdrość o długość spania to coś strasznego...
Jest całkowicie irracjonalna i zupełnie nie poddaje się logicznym przesłankom, że przecież gdy Zbóje pracują do nocy przy komputerze, to kiedyś to muszą odespać...
Rano jest zawsze tak samo. Szybkie spojrzenie na zegarek, poczucie krzywdy z powodu bycia już 3 godziny na nogach z dziećmi od 6:30... Krótkie podsumowanie wykonanych w tym czasie czynności. Jaki by nie był ich bilans, w końcu Skrzat nie wytrzymuje:
- Wstajesz wreszcie, czy nie?
a tymczasem.... moi mali sprzymierzeńcy w akcji...
Jest całkowicie irracjonalna i zupełnie nie poddaje się logicznym przesłankom, że przecież gdy Zbóje pracują do nocy przy komputerze, to kiedyś to muszą odespać...
Rano jest zawsze tak samo. Szybkie spojrzenie na zegarek, poczucie krzywdy z powodu bycia już 3 godziny na nogach z dziećmi od 6:30... Krótkie podsumowanie wykonanych w tym czasie czynności. Jaki by nie był ich bilans, w końcu Skrzat nie wytrzymuje:
- Wstajesz wreszcie, czy nie?
a tymczasem.... moi mali sprzymierzeńcy w akcji...
"Stary niedźwiedź mocno śpi...
Stary niedźwiedź mocno śpi...
My się nie boimy, zabawki mu nosimy....
Jak się zbudzi...
... TO SIĘ ZDZIWI..."
wtorek, 1 grudnia 2009
Prawie jak sushi....
Razem ze Zbójem wyobraziliśmy sobie ostatnio flaczki... Nic makabrycznego!
Po prostu takie na obiad, ugotowane, przyrządzone, o których już nie pamięta się czym są naprawdę, pomijając fakt, że Amerykanie zrobiliby o tym program pt: "Bizarre Foods" i zmontowali tuż obok pieczonych karaluchów...
Wracając do wyobrażeń. Każdy w swojej głowie zobaczył co innego. Ja flaczki made by Tata Skrzata- z majerankiem i papryką. Zbój takie, jak robi jego babcia z zieloną pietruszką i dużą ilością marchewki...
Takie danie na grudniowe przedświąteczne oszczędzanie...
A teraz gratka! Zagadka...
Ile kosztują surowe flaki? ( flaki, jak to brzmi )... 5 złotych, 8 złotych, a może 11 złotych?
Niee, kosztują 20!!!
Po prostu takie na obiad, ugotowane, przyrządzone, o których już nie pamięta się czym są naprawdę, pomijając fakt, że Amerykanie zrobiliby o tym program pt: "Bizarre Foods" i zmontowali tuż obok pieczonych karaluchów...
Wracając do wyobrażeń. Każdy w swojej głowie zobaczył co innego. Ja flaczki made by Tata Skrzata- z majerankiem i papryką. Zbój takie, jak robi jego babcia z zieloną pietruszką i dużą ilością marchewki...
Takie danie na grudniowe przedświąteczne oszczędzanie...
A teraz gratka! Zagadka...
Ile kosztują surowe flaki? ( flaki, jak to brzmi )... 5 złotych, 8 złotych, a może 11 złotych?
Niee, kosztują 20!!!
Drodzy konsumenci. Tylko w tym tygodniu, do 1 kg worka naszych de Lux- flaków dodajemy drobiazg- kawior gratis.
Smak wielkiego Świata!
Wspaniale, obok polędwicy, co może być droższe, ozory?
Sorry Gregory, jak to powie Skrzat, żeby się zrymowało i nie było smutno z powodu poniesionych nakładów.
Możecie się z nas pośmiać.
Bon Appetit, wieśniaki!
Macie swoje flaki...
Dzię- ku- je- my! Wszystko zjemy...
A jak!
Mój Prezencik...
W okolicy daty moich urodzin, ma się pojawić na Świecie mój mały Prezencik!
W Skrzacim języku będzie się nazywał Nonio! Jak taki mały nosek i do tego małe stópki, mały brzuszek- choć podobno jak na tak maleńkiego człowieczka, to chłopak szykuje się całkiem spory!
Jego mama to moja przyjaciółka Skrzatuszka. Znamy się od przedszkola- wtedy byłyśmy małymi dziewczynkami w różowych dresikach.
W podstawówce tworzyłyśmy wspólny front przeciw wszystkim klasowym kujonom, nie biorąc udziału w piknikach wzajemnej adoracji z kanapkami home made w koszyczku.
Razem przeżyłyśmy korepetycje z matematyki u Pani Joli. ( Kręć się kręć wrzeciono w mordę Joli daj... - śpiewałyśmy- czyli jak bardzo można sfrustrować dwójkę dzieci :-] )
...Kiedy pojawiła się Nasza- Klasa, miałyśmy jako kontratak wymierzony w obowiązkowe zdjęcia z zagranicznych podróży napisać, że mieszkamy na Przylądku Nordkapp i pracujemy w przetwórni ryb...
Tak jakoś zleciało nam ponad 22 zbuntowanych lat...
Nie ma takiej drugiej Skrzatuszki.
I jak powiedział kiedyś jej sfrustrowany kolega- jest pieprzonym cyborgiem. Z jego ust jest to największy komplement...
Teraz ma w brzuchu dla mnie urodzinowy Prezencik. Będę ciocią od rozpieszczania i opowiadania śmiesznych historyjek z naszego dzieciństwa... Niech to będzie nowy cykl: Szczenięce Lata Skrzata...
No i nie ukrywam, już nie będę sama! W końcu ktoś bez słowa zrozumie moje rozterki mamy dzieciom.
- Rozumiesz?
- Jasne, nie musisz mówić, ja mam tak samo...
Jak fajnie :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


