Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodycze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodycze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 października 2010

złe wybory

 Coś jest ze mną na serio nie tak.

Kiedy przychodzi do wyboru jedzenia w miejscu publicznym, łapię totalną umysłową blokadę. Zaczynam z rozmachem jak Marlon Brando: mam ochotę na większość dostępnych rzeczy. Finalnie rozważam kilka równosmacznych propozycji, biję się chwilę z myślami i spychaną do nieświadomości skłonnością do hedonistycznego maksymalizmu smaku i słodkości, i... jak jakiś głupek, kulinarny purytanin wybieram najgorszą opcję.

 Jak bym zjadła to ten z masą karmelu taki bardzo słodki, albo ten czekoladowy taki też bardzo słodki... w środku stoi marchewkowy, niesłodki, wydląda nieźle. Ach, jaką mam ochotę na te dwa pozostałe... Aaa, co robic, co robic? Jakie one pyszne, chyba czekoladowe! Nie, nie, wezmę karmelowe!... zdecydowałam:


-To poproszę cze... marchewkowe!
- Marchewkowe raz!

/ O nie... za późno... Ty głupku!  Karzę się sama w myślach  /

Zbój bierze czekoladowe. Nie lubi słodyczy. Na ogół. Teraz siedzi i je ze smakiem i bitą śmietaną. Zajada moje ciasto! To powninno być MOJE CIASTO. Słodkie, czekoladowe, pyszne i na ciepło.

- Jak twoje marchewkowe? Zimne, co?
-...








- Zbóóóój... A chcesz się zamienić, przecież nie lubisz słodyczy?
-  Skrzacie, kocham Cię, ale... NIE!


wtorek, 23 marca 2010

w potrzasku...

Wpadło mi do mojej nonsensownej głowy pewne porównanie...

Mądrość ludowa mówi, że można być psem na baby.  Ja wiem swoje, jeżeli chodzi o słodycze. Trzeba być dzieckiem na kinderki!

Nawet przez sen małe uszko jest w stanie wychwycić dźwięk odwijanego papierka! Jakaś diabelska częstotliwość kłuje szpilką wysyłając do mózgu sygnał: JEST! to TO! WSTAWAAAĆ!...

To ja stoję w sekrecie w kuchni i udaję, że nic nie wyciągam, nic nie jem, szeleszcząc dla niepoznaki już nie kinderkową folią, a siatką z chlebem, hehe, wtedy mam głupią minę... tania sztuczka co?

 Zastanawiam się czy w podświadomości moich dzieci ( no a przecież ukrywam się w trosce o ich zdrowie ) nie zapiszę się jako matka- obłudny stwór, który stoi z tymi swoimi mackami w szufladzie i odwija kolejną czekoladkę wmawiając małym, że się przesłyszały!...

 Na moje wytłumaczenie, to nie jest tak, że w ogóle się nie dzielę niczym z nikim i tylko piekło i potępienie,  bo są na świecie bardziej rygorystyczni i zupełnie nie-słodyczowi rodzice, do których zdecydowanie nie należę... Tyle, że ja jestem uzależniona!... po co mam wciągać w to, te małe bezbronne istotki, jeżeli do tego w genach przekazałam im skłonność do słodyczoholizmów?...

W związku z tym póki jeszcze śpią zjem sobie jednego mojego słodkiego skarba, przez minutę rozbrajając go z opakowania bez poruszenia i wybuchu szelestu ( jak saper w moim własnym Hurt Locker)....






 Potem upewnię się, że schowałam papierek, aby nie musieć tłumaczyć się głupio...A potem najwyżej zrobię im naleśniczka. To chyba fair?...






- Skrzacie, co jesz?...

sobota, 23 stycznia 2010

Nasza spółka

 Skrzat do Zbója:

"Co ci tak warga sterczy?
– Urodziłem się z wystającymi dziąsłami.
– To lepiej je wciągnij bo nadziejesz się na drut kolczasty."

Pamiętacie jaki to film?....

 ...

To nasza inspiracja na dzisiaj...Gdzie tkwi sekret naszego dopasowania?

Jesteśmy jak Bubba i Forrest Gump.
Nie za mądrzy, uwielbiamy krewetki, mamy wielkie marzenia.

Kto jest kim, łatwo zdagnąć. Ja nade wszystko kocham słodkości, a Zbój ma krzywy zgryz.


 ...


Życie jest jak pudełko czekoladek.




tylko czasem się o nie kłócimy...